1995

Każdy jest tak stary jak czas, w którym wyciąga broń, szeryfie.
1995
Zaczęłam z początkiem roku pracować w Salonie Bingo w Spodku. Przestałam w kwietniu po wystąpieniu nowego dyrektora – Marka Piotrowskiego z apelacją o obowiązkowym roznoszeniu ulotek poza godzinami pracy. Wyszłyśmy z Mariolą Weber informując jedynie Leszka, nie żegnając się z nikim, i już nie wróciłyśmy nigdy. Nawet po świadectwa pracy.
Czerwiec
Słuchamy Malcolma McLarena „Paris”. Michał przynosi od kilku dni codziennie kwiaty. Budzi mnie co rano telefonem, dzień zaczynam od szklanki kawy rozpuszczalnej i rozmowy z nim. Idę do pracy. Pracuję z Agnieszką, prowadzimy biuro reklamowe, które mieści się na zapyziałej ulicy katowickiej – ulicy Wodnej. Dwa duże pokoje, kuchnia i łazienka z wanną. Wyremontowane jako tako. Po rozkręceniu się, umyciu włosów i zrobieniu makijaży, zajmujemy się głównie kupowaniem kolorowych magazynów erotycznych i pornograficznych i odsłuchiwaniem nagrań audiotele z Curacao, sprawdzamy czy wszystkie chodzą jak należy. Wyszukujemy wszystkie magazyny jakie są dostępne w kioskach i sklepikach. Tam są nasze ogłoszenia audiotele, horoskopy, sex telefony itd. Godzinami gramy na komputerze, wychodzimy na zakupy, do banku, piszemy raport dla szefa lub dzwonimy do niego. Szef jest Holendrem, ma na imię Gerit i ma czarną dziewczynę. Agencja jest niemiecka, nazywa się Global Network Communication. Z biura odbiera mnie Michał. Przynosi lody lub ciastka. Wstępujemy na piwo i obiad, z reguły szwajcara do Klubu Pod Prasą, na który mówi się „Dziennikarze”, zazwyczaj siedzimy na balkonie z widokiem na katowicki rynek, albo na pizzę do „Zielonego Oczka” z bucowatymi ochroniarzami w Parku Kościuszki lub do pizzerii na ulicy Stawowej, gdzie pizza jest krojona z wielkiej blachy, bez szału, ale bardzo dobra choć bez oregano i pizzeria „La Strada” na ulicy Kościuszki, gdzie najbardziej podobał mi się zapach kuchni włoskiej i mam ulubioną pizzę z tuńczykiem. Nowym naszym odkryciem jest też kebab pod dworcem od strony Placu Andrzeja, trzy stoliki na zewnątrz. Jedynie 3 zł, a pyszny.
W pizzerii „La Strada” spotkaliśmy Nataszę. Udaliśmy się potem z nią do pubu „Maxwell” na Rymera, ale był to niewypał, bo miałam nadzieję, że Natasza będzie miła, a była okropna. To miejsce też często odwiedzamy.
Mariola W jest poszukiwana przez Grzegorza. Wydzwania do mnie czy przypadkiem nie wiem gdzie może ją znaleźć.
Miejscem spotkań jest HOBBIT na Paderewie. Wpadamy tam wieczorami z Michałem i jego kumplem Kebabem. Spotykam tam Justynę z koleżanką ze studiów Gosią i innych znajomych.
Wzięłam dodatkowe zlecenie żeby zarobić trochę kasy. Piszę scenariusze erotyczne z przeznaczeniem dla telefonicznych nagrań. Michał stara się w tym pomagać, ale nie najlepiej mu idzie, z reguły po prostu mi towarzyszy i gra na komputerze w tym czasie. Scenariusze mają trzy rodzaje przekazu – soft, medium i hard oraz pewien schemat i cel. Będą po przetłumaczeniu na język angielski służyły jako nagrania audiotele. Każdy z nich ma więc za zadanie przytrzymać jak najdłużej słuchacza żeby nabijał kasę za połączenie z Curacao. To prosty schemat mający swój dość długi początek, rozwleczoną w czasie kulminację akcji i zakończenie opowiedziane w pierwszej osobie.
W Boże Ciało na przykład po wspólnym obiedzie z mamą, babcią i Michałem (dostałam od niego białą różę) pojechałam z Michałem do biura pisać te scenariusze. Zapomnieliśmy zabrać radia z domu więc żeby nie siedzieć w ciszy Michał wrócił się po nie taksówką. Z radiem przywiózł nasze ulubione zupki chińskie Vifon i biszkopty. Udało mi się stworzyć pięć scenariuszy z przerwami na Doom-a i Xataxa, pijąc coca-colę i jedząc galaretki owocowe.
Następnego dnia popołudniu po pracy Michał pojawił się z wielką herbacianą różą. I znów siedzieliśmy w moim burze zjadając kilogram truskawek z mlekiem skondensowanym słodzonym z puszki i zupki chińskie. Znów pisałam scenariusze obłożona erotycznymi i pornograficznymi czasopismami na wielkim stole.
Michał prowadzi budkę z hamburgerami i hot-dogami na estakadzie na dworcu w Katowicach. Jest to sieciówka duńska o nazwie Dania Fast Food i mają pyszne hamburgery z duńskim sosem i prażoną cebulką. Obok jego budki jest druga taka sama dokładnie budka z hamburgerami też Dania Fast Food. Musi uważać bo często ludzie płacą fałszywymi banknotami. Musimy się ich potem pozbywać w różnych innych budkach albo barach. Ostatnie fałszywe 50 złotych złożyliśmy w „Drink Barze” na ulicy Stawowej i z radości pojechaliśmy taksówką do HOBBITA na piwo.
Pod koniec czerwca skończyłam ostatni – pięćdziesiąty scenariusz. Michał dorobił z Kebabem na kopaniu dziur i zalewaniu betonem i przepiliśmy całą bańkę w HOBBICIE w ciągu jednej nocy.

Lipiec
Mama pozbyła się wszystkich szkodliwych mebli z mieszkania m.in. wykładzin, dywanu i kanapy. Rozpoczął się remont. Nie, nie sam, rozpoczął się mną. Najpierw miał być parkiet panami cykliniarzami, ale zepsuł się im sprzęt. Tapetowałam więc wszystko co można tapetować. Mój kotek Kitek wyszedł i już nie wrócił. Mam zostawiła mnie i wyjechała do Bydgoszczy do rodziny. Wtedy pojawili się cykliniarze, hałas, smród, sprzątanie i kłótnie z Michałem. W środku nocy spadł na nas wielki stojak z donicami z kwiatami. Właśnie kiedy wszystko było już wysprzątane. I wróciła mama. Wróciła z tapetami do sufitu!!! Znów tapetowałam. A jak już wytapetowałam to z kolei oklejałam okleiną szafy wbudowane i pawlacze. I wydawało mi się, że to będzie koniec, tapetowanie śniło mi się, po nocach na przemian z Michałem, który chce mnie zabić rozgrzanym wiertłem z wiertarki, ale mama z rozbiegu dotarła aż do wytapetowania jeszcze kuchni. W przerwach w niedziele lipcowe chodzimy na basen.

Sierpień
Pracuję, chodzę popływać z Michałem na basen. Agnieszka się zaręczyła z Maciejem i niebawem ślub. Wręczono nam zaproszenie na ślub i wesele.
Michał wykazuje nadmierne i niepokojące zainteresowanie moją szufladą z zapiskami i pamiątkami oraz wszystkim co piszę czy to w zeszycie, czy na świstkach papieru. Stał się niepohamowanym czytaczem. Wyrwałam mu z rąk pisany po pijanemu list do niego po powrocie z baru „Joker” i spłukałam go w kiblu.
- Co to było? Powiedz! Co to było?
- List do ciebie.
- Tak? Ciekawe, a jak mi to teraz udowodnisz, że do mnie?
Wyszedł.
Zagłębiłam się w lekturę „Kinomanów” Davida Lodge’a.
W biurze spędzam maksymalnie pięć godzin. Wszystko mamy poukładane i nie ma potrzeby więcej. Michał przyjechał do biura obejrzeć ślubny garnitur Maćka , który mu się nie spodobał. Z tego powodu musiałam wlec się po sklepach i oglądać inne garnitury ślubne razem z nimi, a w rezultacie jedyne co mi się spodobało było czarnym smokingiem.
Justyna namówiła nas na piwo w „Fugazi” w Chorzowie. Z reguły nie wypuszczamy się do Chorzowa, bo ciężko potem z powrotem. Tramwajem pojechaliśmy my, Justyna z Marcinem Kitajcem i Adam Kluza z Kudżawem, tworząc towarzystwo upojone nieco alkoholem pochodzącym z piwa, rumu i wódki. W „Fugazi” kilka piw przy zielonym stole i jak bumerang znajdujemy się w Katowicach w HOBBICIE, gdzie w wielkim podekscytowaniu rozmawiam długo z dwoma bliźniaczkami i grubą przypominającą mi Indiankę z „Przystanku Alaska” . A potem jesteśmy w mieszkaniu Justyny na Paderewie. Śpię w wielkim łóżku, ale jednak nie, wcale nie śpię, rzucam ulubionym kubkiem Justyny, który się roztrzaskuje. Krzyczę, krzyczą, przymierzam się do wyjścia, przez okno, bagatela dziesiąte piętro w bloku. Potem dopiero zasypiam. I budzę się na wielkim łóżku. Po prawej Marcin, po lewej Michał, dalej Justyna. Nie ma jeszcze południa. Chłopaki chcą na piwo, Justyna ma pretensje o kubek, nie mam kasy, zgubiłam albo wydałam, za to jest wódka i papierosy. Chcę uciec. Uciekam. Zasypiam w domu, matka wściekła, wieczorem miło z Michałem w „Galerii” i McDonaldzie.
Po kacu ustalamy z Agnieszką, że będziemy w biurze co drugi dzień. Snuję się więc po sklepach, głównie księgarniach, gdzie niczego nie kupuję, dużo oglądam, dotykam, wącham. Telefon od Agnieszki – mamy nowego szefa – Pan Wróblewski, coś się szykuje.

Wrzesień
Pławię się w rozkosznej aczkolwiek męczącej nudzie bezczynnych dni. Nasze biuro reklamowe przestało mieć rację bytu. Kobieta, od której wynajmowałyśmy biuro zabrała nam telefon z ble ble ble powodów sto. Koniec ery audiotele, monopol ustawowy zabrał nam środki do życia i sens istnienia. Nie możemy działać bez koncesji, nie mamy na nią szansy. Były jakieś wizje na otwarcie sieci sklepów wszystko za 1 zł, przyjechał Gerit z Holandii ze swoją czarnoskórą dziewczynką, zrobił zdjęcie polaroidem i rozstaliśmy się wszyscy.
Był ślub Agnieszki i Maćka i wesele. Mam nadzieje ostatnie wesele, na jakim się znalazłam. Do tego bez partnera. Michał najpierw zniknął bez śladu na cztery dni z kumplem Kebabem. Pojechali sobie do Ostrawy. Jego mama się tak martwiła, że nawet nawiedziła mnie w domu zrozpaczona i trudno jej było uwierzyć, że nie mogę jej pomóc. Potem spędziłam samotnie urodziny, bo w tym czasie Michał był zajęty upijaniem się , natomiast w czasie wesela Agnieszki i Maćka bawił się w Olsztynie w fajerwerki na jakiejś plenerowej imprezie. Przestałam być osobą informowaną i nasze plany przestały się liczyć.
W białym domu w „Jazz Clubie” odbyło się spotkanie naszej klasy licealnej. Nieciekawe. Przemieściliśmy się następnie do HOBBITA i częścią grupy z Justyną, Krzyśkiem Dudzikiem i Gosią Umińską do „Mandaryna” na dyskotekę, gdzie Krzysiek jęczał „Czemu nie masz szpilek?!! Byłoby tak fajnie”.

Październik
Przesiaduję z Michałem w HOBBICie, często też w „Jokerze”.
Odnalazłam Mariolę. Pracuje w nocnym klubie „Afrodyta”. Nie wróciła do męża.
Justyna wyszła za mąż za Marcina Kitajca. Nie wiedziałam nic o ślubie. Nie brałam w nim udziału. Powiedziałam mi o tym po jakimś czasie po fakcie wyjaśniając, że to nic takiego, że tylko z powodów mieszkaniowych. Jako przyjaciółka zwątpiłam czy nią kiedykolwiek byłam.
Po urodzinach mamy Michała, kolacji i kawie i rozmowach z rodziną zapragnęliśmy spędzić czas w HOBBICIE z rówieśnikami. Przechodziliśmy kilkunastoosobową grupą przez tory kolejowe w centrum miasta, ale nieco na uboczu w okolicy ulicy Krasińskiego kiedy zatrzymało nas dwóch sokistów z wilczórem. Palnęłam jakimś tekstem do jednego z nich, że pewnie mu żona nie daje i się wyżywa na nas. Zaciągnęli mnie do nyski i zamknęli w niej z psem. Legitymowali pozostałych po czym zawieźli mnie na komisariat na ulicę Dworcową. Było przed północą. Nie miałam dokumentów, dzwonili do mamy, usiłowali zasiać strach i panikę i po około dwóch godzinach pierdzielenia o dupie Maryni wypuścili mnie z karteczką i groźbą nieuniknionego kolegium.
Zepsuł się miesiąc temu magnetofon, telewizor i inne sprzęty kiedy się faza w kamienicy wyzerowała. Udało się tymczasem naprawić telewizor więc oglądamy filmy na video. Twin Peaks, Firma, Zapach Kobiety, Pulp Fiction.
Michał nie dostał kredytu z powodu wojska. Nasze plany wyjazdu do Zakopanego legły w gruzach. Nasze wszystkie plany gdyż zerwaliśmy po kłótni.
Poznałam Andrzeja. Zobaczyliśmy się na rynku kiedy wracałam z mamą z zakupów. Odwróciłam się do tyłu i on też. Wieczorem poszłam z Michałem do „Dziennikarzy”. Siedział przy stoliku ze znajomymi. Rozpoznaliśmy się. Cały czas mi się przyglądał uparcie. Po jakimś czasie wyciągnęłam sreberko z opakowania papierosów i napisałam mój numer telefonu z notatką „Zadzwoń” i przechodząc obok do toalety, kiedy Michał nie patrzył, włożyłam mu zwinięty świstek w dłoń. Zadzwonił następnego dnia. Spotkaliśmy się w „Szmyrowatej”. Przyszedł z różą. Jest z Ukrainy i charakteryzuje się czekoladowymi oczami, twardymi mięśniami i widocznymi żyłami, jest przystojny, wysoki i ma szparę między jedynkami. Pachnie płynem do płukania ubrań Ludwik. Na penisie pod napletkiem ma wszytych kilka złotych nitów. Podobno żeby mogły się tam przyjąć trzeba je wcześniej przez dwa tygodnie ssać w ustach dla wyszlifowania. Cóż za ogólna atrakcja niespodziewana. Do tego bez problemu potrafi się kochać sześć razy pod rząd.

Listopad
Zaczęłam pracę w firmie produkującej odzież i sprzęt outdoorowy w Dziale Zaopatrzenia. W zapyziałym pomieszczeniu z ośmioma facetami pierwszy dzień po czterdziestu minutach snu przetrwałam z trudem. Po kilku dniach przeniesiono mnie do działu zleceń na Dalekim Wschodzie.
Z Justyną uczymy się angielskiego.
Spotkałam Michała, poszliśmy na pizzę do „La Strady”, płakaliśmy. Wieczór ten jednak spędziłam z Andrzejem przy butelce szampana.

 

 

 

 

 

 

Każdy jest tak stary jak czas, w którym wyciąga broń, szeryfie.
1995
Zaczęłam z początkiem roku pracować w Salonie Bingo w Spodku. Przestałam w kwietniu po wystąpieniu nowego dyrektora – Marka Piotrowskiego z apelacją o obowiązkowym roznoszeniu ulotek poza godzinami pracy. Wyszłyśmy z Mariolą Weber informując jedynie Leszka, nie żegnając się z nikim, i już nie wróciłyśmy nigdy. Nawet po świadectwa pracy.
Czerwiec
Słuchamy Malcolma McLarena „Paris”. Michał przynosi od kilku dni codziennie kwiaty. Budzi mnie co rano telefonem, dzień zaczynam od szklanki kawy rozpuszczalnej i rozmowy z nim. Idę do pracy. Pracuję z Agnieszką, prowadzimy biuro reklamowe, które mieści się na zapyziałej ulicy katowickiej – ulicy Wodnej. Dwa duże pokoje, kuchnia i łazienka z wanną. Wyremontowane jako tako. Po rozkręceniu się, umyciu włosów i zrobieniu makijaży, zajmujemy się głównie kupowaniem kolorowych magazynów erotycznych i pornograficznych i odsłuchiwaniem nagrań audiotele z Curacao, sprawdzamy czy wszystkie chodzą jak należy. Wyszukujemy wszystkie magazyny jakie są dostępne w kioskach i sklepikach. Tam są nasze ogłoszenia audiotele, horoskopy, sex telefony itd. Godzinami gramy na komputerze, wychodzimy na zakupy, do banku, piszemy raport dla szefa lub dzwonimy do niego. Szef jest Holendrem, ma na imię Gerit i ma czarną dziewczynę. Agencja jest niemiecka, nazywa się Global Network Communication. Z biura odbiera mnie Michał. Przynosi lody lub ciastka. Wstępujemy na piwo i obiad, z reguły szwajcara do Klubu Pod Prasą, na który mówi się „Dziennikarze”, zazwyczaj siedzimy na balkonie z widokiem na katowicki rynek, albo na pizzę do „Zielonego Oczka” z bucowatymi ochroniarzami w Parku Kościuszki lub do pizzerii na ulicy Stawowej, gdzie pizza jest krojona z wielkiej blachy, bez szału, ale bardzo dobra choć bez oregano i pizzeria „La Strada” na ulicy Kościuszki, gdzie najbardziej podobał mi się zapach kuchni włoskiej i mam ulubioną pizzę z tuńczykiem. Nowym naszym odkryciem jest też kebab pod dworcem od strony Placu Andrzeja, trzy stoliki na zewnątrz. Jedynie 3 zł, a pyszny.
W pizzerii „La Strada” spotkaliśmy Nataszę. Udaliśmy się potem z nią do pubu „Maxwell” na Rymera, ale był to niewypał, bo miałam nadzieję, że Natasza będzie miła, a była okropna. To miejsce też często odwiedzamy.
Mariola W jest poszukiwana przez Grzegorza. Wydzwania do mnie czy przypadkiem nie wiem gdzie może ją znaleźć.
Miejscem spotkań jest HOBBIT na Paderewie. Wpadamy tam wieczorami z Michałem i jego kumplem Kebabem. Spotykam tam Justynę z koleżanką ze studiów Gosią i innych znajomych.
Wzięłam dodatkowe zlecenie żeby zarobić trochę kasy. Piszę scenariusze erotyczne z przeznaczeniem dla telefonicznych nagrań. Michał stara się w tym pomagać, ale nie najlepiej mu idzie, z reguły po prostu mi towarzyszy i gra na komputerze w tym czasie. Scenariusze mają trzy rodzaje przekazu – soft, medium i hard oraz pewien schemat i cel. Będą po przetłumaczeniu na język angielski służyły jako nagrania audiotele. Każdy z nich ma więc za zadanie przytrzymać jak najdłużej słuchacza żeby nabijał kasę za połączenie z Curacao. To prosty schemat mający swój dość długi początek, rozwleczoną w czasie kulminację akcji i zakończenie opowiedziane w pierwszej osobie.
W Boże Ciało na przykład po wspólnym obiedzie z mamą, babcią i Michałem (dostałam od niego białą różę) pojechałam z Michałem do biura pisać te scenariusze. Zapomnieliśmy zabrać radia z domu więc żeby nie siedzieć w ciszy Michał wrócił się po nie taksówką. Z radiem przywiózł nasze ulubione zupki chińskie Vifon i biszkopty. Udało mi się stworzyć pięć scenariuszy z przerwami na Doom-a i Xataxa, pijąc coca-colę i jedząc galaretki owocowe.
Następnego dnia popołudniu po pracy Michał pojawił się z wielką herbacianą różą. I znów siedzieliśmy w moim burze zjadając kilogram truskawek z mlekiem skondensowanym słodzonym z puszki i zupki chińskie. Znów pisałam scenariusze obłożona erotycznymi i pornograficznymi czasopismami na wielkim stole.
Michał prowadzi budkę z hamburgerami i hot-dogami na estakadzie na dworcu w Katowicach. Jest to sieciówka duńska o nazwie Dania Fast Food i mają pyszne hamburgery z duńskim sosem i prażoną cebulką. Obok jego budki jest druga taka sama dokładnie budka z hamburgerami też Dania Fast Food. Musi uważać bo często ludzie płacą fałszywymi banknotami. Musimy się ich potem pozbywać w różnych innych budkach albo barach. Ostatnie fałszywe 50 złotych złożyliśmy w „Drink Barze” na ulicy Stawowej i z radości pojechaliśmy taksówką do HOBBITA na piwo.
Pod koniec czerwca skończyłam ostatni – pięćdziesiąty scenariusz. Michał dorobił z Kebabem na kopaniu dziur i zalewaniu betonem i przepiliśmy całą bańkę w HOBBICIE w ciągu jednej nocy.

Lipiec
Mama pozbyła się wszystkich szkodliwych mebli z mieszkania m.in. wykładzin, dywanu i kanapy. Rozpoczął się remont. Nie, nie sam, rozpoczął się mną. Najpierw miał być parkiet panami cykliniarzami, ale zepsuł się im sprzęt. Tapetowałam więc wszystko co można tapetować. Mój kotek Kitek wyszedł i już nie wrócił. Mam zostawiła mnie i wyjechała do Bydgoszczy do rodziny. Wtedy pojawili się cykliniarze, hałas, smród, sprzątanie i kłótnie z Michałem. W środku nocy spadł na nas wielki stojak z donicami z kwiatami. Właśnie kiedy wszystko było już wysprzątane. I wróciła mama. Wróciła z tapetami do sufitu!!! Znów tapetowałam. A jak już wytapetowałam to z kolei oklejałam okleiną szafy wbudowane i pawlacze. I wydawało mi się, że to będzie koniec, tapetowanie śniło mi się, po nocach na przemian z Michałem, który chce mnie zabić rozgrzanym wiertłem z wiertarki, ale mama z rozbiegu dotarła aż do wytapetowania jeszcze kuchni. W przerwach w niedziele lipcowe chodzimy na basen.

Sierpień
Pracuję, chodzę popływać z Michałem na basen. Agnieszka się zaręczyła z Maciejem i niebawem ślub. Wręczono nam zaproszenie na ślub i wesele.
Michał wykazuje nadmierne i niepokojące zainteresowanie moją szufladą z zapiskami i pamiątkami oraz wszystkim co piszę czy to w zeszycie, czy na świstkach papieru. Stał się niepohamowanym czytaczem. Wyrwałam mu z rąk pisany po pijanemu list do niego po powrocie z baru „Joker” i spłukałam go w kiblu.
- Co to było? Powiedz! Co to było?
- List do ciebie.
- Tak? Ciekawe, a jak mi to teraz udowodnisz, że do mnie?
Wyszedł.
Zagłębiłam się w lekturę „Kinomanów” Davida Lodge’a.
W biurze spędzam maksymalnie pięć godzin. Wszystko mamy poukładane i nie ma potrzeby więcej. Michał przyjechał do biura obejrzeć ślubny garnitur Maćka , który mu się nie spodobał. Z tego powodu musiałam wlec się po sklepach i oglądać inne garnitury ślubne razem z nimi, a w rezultacie jedyne co mi się spodobało było czarnym smokingiem.
Justyna namówiła nas na piwo w „Fugazi” w Chorzowie. Z reguły nie wypuszczamy się do Chorzowa, bo ciężko potem z powrotem. Tramwajem pojechaliśmy my, Justyna z Marcinem Kitajcem i Adam Kluza z Kudżawem, tworząc towarzystwo upojone nieco alkoholem pochodzącym z piwa, rumu i wódki. W „Fugazi” kilka piw przy zielonym stole i jak bumerang znajdujemy się w Katowicach w HOBBICIE, gdzie w wielkim podekscytowaniu rozmawiam długo z dwoma bliźniaczkami i grubą przypominającą mi Indiankę z „Przystanku Alaska” . A potem jesteśmy w mieszkaniu Justyny na Paderewie. Śpię w wielkim łóżku, ale jednak nie, wcale nie śpię, rzucam ulubionym kubkiem Justyny, który się roztrzaskuje. Krzyczę, krzyczą, przymierzam się do wyjścia, przez okno, bagatela dziesiąte piętro w bloku. Potem dopiero zasypiam. I budzę się na wielkim łóżku. Po prawej Marcin, po lewej Michał, dalej Justyna. Nie ma jeszcze południa. Chłopaki chcą na piwo, Justyna ma pretensje o kubek, nie mam kasy, zgubiłam albo wydałam, za to jest wódka i papierosy. Chcę uciec. Uciekam. Zasypiam w domu, matka wściekła, wieczorem miło z Michałem w „Galerii” i McDonaldzie.
Po kacu ustalamy z Agnieszką, że będziemy w biurze co drugi dzień. Snuję się więc po sklepach, głównie księgarniach, gdzie niczego nie kupuję, dużo oglądam, dotykam, wącham. Telefon od Agnieszki – mamy nowego szefa – Pan Wróblewski, coś się szykuje.

Wrzesień
Pławię się w rozkosznej aczkolwiek męczącej nudzie bezczynnych dni. Nasze biuro reklamowe przestało mieć rację bytu. Kobieta, od której wynajmowałyśmy biuro zabrała nam telefon z ble ble ble powodów sto. Koniec ery audiotele, monopol ustawowy zabrał nam środki do życia i sens istnienia. Nie możemy działać bez koncesji, nie mamy na nią szansy. Były jakieś wizje na otwarcie sieci sklepów wszystko za 1 zł, przyjechał Gerit z Holandii ze swoją czarnoskórą dziewczynką, zrobił zdjęcie polaroidem i rozstaliśmy się wszyscy.
Był ślub Agnieszki i Maćka i wesele. Mam nadzieje ostatnie wesele, na jakim się znalazłam. Do tego bez partnera. Michał najpierw zniknął bez śladu na cztery dni z kumplem Kebabem. Pojechali sobie do Ostrawy. Jego mama się tak martwiła, że nawet nawiedziła mnie w domu zrozpaczona i trudno jej było uwierzyć, że nie mogę jej pomóc. Potem spędziłam samotnie urodziny, bo w tym czasie Michał był zajęty upijaniem się , natomiast w czasie wesela Agnieszki i Maćka bawił się w Olsztynie w fajerwerki na jakiejś plenerowej imprezie. Przestałam być osobą informowaną i nasze plany przestały się liczyć.
W białym domu w „Jazz Clubie” odbyło się spotkanie naszej klasy licealnej. Nieciekawe. Przemieściliśmy się następnie do HOBBITA i częścią grupy z Justyną, Krzyśkiem Dudzikiem i Gosią Umińską do „Mandaryna” na dyskotekę, gdzie Krzysiek jęczał „Czemu nie masz szpilek?!! Byłoby tak fajnie”.

Październik
Przesiaduję z Michałem w HOBBICie, często też w „Jokerze”.
Odnalazłam Mariolę. Pracuje w nocnym klubie „Afrodyta”. Nie wróciła do męża.
Justyna wyszła za mąż za Marcina Kitajca. Nie wiedziałam nic o ślubie. Nie brałam w nim udziału. Powiedziałam mi o tym po jakimś czasie po fakcie wyjaśniając, że to nic takiego, że tylko z powodów mieszkaniowych. Jako przyjaciółka zwątpiłam czy nią kiedykolwiek byłam.
Po urodzinach mamy Michała, kolacji i kawie i rozmowach z rodziną zapragnęliśmy spędzić czas w HOBBICIE z rówieśnikami. Przechodziliśmy kilkunastoosobową grupą przez tory kolejowe w centrum miasta, ale nieco na uboczu w okolicy ulicy Krasińskiego kiedy zatrzymało nas dwóch sokistów z wilczórem. Palnęłam jakimś tekstem do jednego z nich, że pewnie mu żona nie daje i się wyżywa na nas. Zaciągnęli mnie do nyski i zamknęli w niej z psem. Legitymowali pozostałych po czym zawieźli mnie na komisariat na ulicę Dworcową. Było przed północą. Nie miałam dokumentów, dzwonili do mamy, usiłowali zasiać strach i panikę i po około dwóch godzinach pierdzielenia o dupie Maryni wypuścili mnie z karteczką i groźbą nieuniknionego kolegium.
Zepsuł się miesiąc temu magnetofon, telewizor i inne sprzęty kiedy się faza w kamienicy wyzerowała. Udało się tymczasem naprawić telewizor więc oglądamy filmy na video. Twin Peaks, Firma, Zapach Kobiety, Pulp Fiction.
Michał nie dostał kredytu z powodu wojska. Nasze plany wyjazdu do Zakopanego legły w gruzach. Nasze wszystkie plany gdyż zerwaliśmy po kłótni.
Poznałam Andrzeja. Zobaczyliśmy się na rynku kiedy wracałam z mamą z zakupów. Odwróciłam się do tyłu i on też. Wieczorem poszłam z Michałem do „Dziennikarzy”. Siedział przy stoliku ze znajomymi. Rozpoznaliśmy się. Cały czas mi się przyglądał uparcie. Po jakimś czasie wyciągnęłam sreberko z opakowania papierosów i napisałam mój numer telefonu z notatką „Zadzwoń” i przechodząc obok do toalety, kiedy Michał nie patrzył, włożyłam mu zwinięty świstek w dłoń. Zadzwonił następnego dnia. Spotkaliśmy się w „Szmyrowatej”. Przyszedł z różą. Jest z Ukrainy i charakteryzuje się czekoladowymi oczami, twardymi mięśniami i widocznymi żyłami, jest przystojny, wysoki i ma szparę między jedynkami. Pachnie płynem do płukania ubrań Ludwik. Na penisie pod napletkiem ma wszytych kilka złotych nitów. Podobno żeby mogły się tam przyjąć trzeba je wcześniej przez dwa tygodnie ssać w ustach dla wyszlifowania. Cóż za ogólna atrakcja niespodziewana. Do tego bez problemu potrafi się kochać sześć razy pod rząd.

Listopad
Zaczęłam pracę w firmie produkującej odzież i sprzęt outdoorowy w Dziale Zaopatrzenia. W zapyziałym pomieszczeniu z ośmioma facetami pierwszy dzień po czterdziestu minutach snu przetrwałam z trudem. Po kilku dniach przeniesiono mnie do działu zleceń na Dalekim Wschodzie.
Z Justyną uczymy się angielskiego.
Spotkałam Michała, poszliśmy na pizzę do „La Strady”, płakaliśmy. Wieczór ten jednak spędziłam z Andrzejem przy butelce szampana.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Każdy jest tak stary jak czas, w którym wyciąga broń, szeryfie.

1995

Zaczęłam z początkiem roku pracować w Salonie Bingo w Spodku. Przestałam w kwietniu po wystąpieniu nowego dyrektora – Marka Piotrowskiego z apelacją o obowiązkowym roznoszeniu ulotek poza godzinami pracy. Wyszłyśmy z Mariolą Weber informując jedynie Leszka, nie żegnając się z nikim, i już nie wróciłyśmy nigdy. Nawet po świadectwa pracy.

Czerwiec

Słuchamy Malcolma McLarena „Paris”.  Michał przynosi od kilku dni codziennie kwiaty.  Budzi mnie co rano telefonem, dzień zaczynam od szklanki kawy rozpuszczalnej i rozmowy z nim.  Idę do pracy. Pracuję z Agnieszką, prowadzimy biuro reklamowe, które mieści się na zapyziałej ulicy katowickiej – ulicy Wodnej. Dwa duże pokoje, kuchnia i łazienka z wanną. Wyremontowane jako tako. Po rozkręceniu się, umyciu włosów i zrobieniu makijaży, zajmujemy się głównie kupowaniem kolorowych magazynów erotycznych i pornograficznych i odsłuchiwaniem nagrań audiotele z Curacao, sprawdzamy czy wszystkie chodzą jak należy. Wyszukujemy wszystkie magazyny jakie są dostępne w kioskach i sklepikach. Tam są nasze ogłoszenia audiotele, horoskopy, sex telefony itd.  Godzinami gramy na komputerze, wychodzimy na zakupy, do banku, piszemy raport dla szefa lub dzwonimy do niego. Szef jest Holendrem, ma na imię Gerit  i ma czarną dziewczynę. Agencja jest niemiecka, nazywa się Global Network Communication.  Z biura odbiera mnie Michał. Przynosi lody lub ciastka. Wstępujemy na piwo i obiad, z reguły szwajcara do Klubu Pod Prasą, na który mówi się „Dziennikarze”,  zazwyczaj siedzimy na balkonie z widokiem na katowicki rynek,  albo na pizzę do „Zielonego Oczka” z bucowatymi ochroniarzami w Parku Kościuszki  lub do pizzerii na ulicy Stawowej, gdzie  pizza jest krojona z wielkiej blachy, bez szału, ale bardzo dobra choć bez oregano i pizzeria „La Strada” na ulicy Kościuszki, gdzie najbardziej podobał mi się zapach kuchni włoskiej i mam ulubioną pizzę z tuńczykiem.  Nowym naszym odkryciem jest też kebab pod dworcem od strony Placu Andrzeja, trzy stoliki na zewnątrz.  Jedynie 3 zł, a pyszny.

W pizzerii „La Strada” spotkaliśmy Nataszę.  Udaliśmy się potem z nią do pubu „Maxwell” na Rymera, ale był to niewypał, bo miałam nadzieję, że Natasza będzie miła, a była okropna. To miejsce też często odwiedzamy.

Mariola W  jest poszukiwana przez Grzegorza. Wydzwania do mnie czy przypadkiem nie wiem gdzie może ją znaleźć.

Miejscem spotkań jest HOBBIT na Paderewie.  Wpadamy tam wieczorami z Michałem i jego kumplem Kebabem. Spotykam tam Justynę z koleżanką ze studiów Gosią i innych znajomych.

Wzięłam dodatkowe zlecenie żeby zarobić trochę kasy. Piszę scenariusze erotyczne z przeznaczeniem dla telefonicznych nagrań. Michał  stara się w tym pomagać, ale nie najlepiej mu idzie, z reguły po prostu mi towarzyszy i gra na komputerze w tym czasie.  Scenariusze mają trzy rodzaje przekazu – soft, medium i hard oraz pewien schemat i cel.  Będą po przetłumaczeniu na język angielski służyły jako nagrania audiotele. Każdy z nich ma więc za zadanie przytrzymać jak najdłużej słuchacza żeby nabijał kasę za połączenie z Curacao. To prosty schemat mający swój dość długi początek, rozwleczoną w czasie kulminację akcji i zakończenie opowiedziane w pierwszej osobie.

W Boże Ciało na przykład po wspólnym obiedzie z mamą, babcią i Michałem (dostałam od niego białą różę) pojechałam z Michałem do biura pisać te scenariusze.  Zapomnieliśmy zabrać radia z domu więc żeby nie siedzieć w ciszy Michał wrócił się po nie taksówką.  Z radiem przywiózł nasze ulubione zupki chińskie Vifon i biszkopty.  Udało mi się stworzyć pięć scenariuszy z przerwami na Doom-a i Xataxa, pijąc coca-colę i jedząc galaretki owocowe.

Następnego dnia popołudniu po pracy  Michał pojawił się z wielką herbacianą różą. I znów siedzieliśmy w moim burze zjadając kilogram truskawek z mlekiem skondensowanym słodzonym z puszki i zupki chińskie. Znów pisałam scenariusze obłożona erotycznymi i pornograficznymi  czasopismami na wielkim stole.

Michał prowadzi budkę z hamburgerami i hot-dogami na estakadzie na dworcu w Katowicach. Jest to sieciówka duńska o nazwie Dania Fast Food i mają pyszne hamburgery z duńskim sosem i prażoną cebulką.  Obok jego budki jest druga taka sama dokładnie budka z hamburgerami też Dania Fast Food.   Musi uważać bo często ludzie płacą fałszywymi banknotami.  Musimy się ich potem pozbywać w różnych innych budkach albo barach.  Ostatnie fałszywe 50 złotych złożyliśmy w „Drink Barze” na ulicy Stawowej i z radości pojechaliśmy taksówką do HOBBITA na piwo.

Pod koniec czerwca skończyłam ostatni – pięćdziesiąty scenariusz.  Michał dorobił z Kebabem na kopaniu dziur i zalewaniu betonem i przepiliśmy całą bańkę w HOBBICIE  w ciągu jednej nocy.

 

Lipiec

Mama pozbyła się wszystkich szkodliwych mebli z mieszkania m.in. wykładzin, dywanu i kanapy. Rozpoczął się remont.  Nie,  nie sam, rozpoczął się mną.  Najpierw miał być parkiet panami cykliniarzami, ale zepsuł się im sprzęt.  Tapetowałam więc wszystko co można tapetować.  Mój kotek Kitek wyszedł i już nie wrócił. Mam zostawiła mnie i wyjechała do Bydgoszczy do rodziny. Wtedy pojawili się cykliniarze,  hałas, smród, sprzątanie  i kłótnie z Michałem.  W środku nocy spadł na nas wielki stojak z donicami z kwiatami.  Właśnie kiedy wszystko było już wysprzątane. I wróciła mama. Wróciła z tapetami do sufitu!!!  Znów tapetowałam. A jak już wytapetowałam to z kolei oklejałam okleiną szafy wbudowane i pawlacze.  I wydawało mi się, że to będzie koniec, tapetowanie śniło mi się, po nocach na przemian z Michałem, który chce mnie zabić rozgrzanym wiertłem z wiertarki, ale mama z rozbiegu dotarła aż do wytapetowania jeszcze kuchni. W przerwach w niedziele lipcowe chodzimy na basen.

 

Sierpień

Pracuję, chodzę popływać z Michałem na basen.  Agnieszka się zaręczyła z Maciejem  i niebawem ślub.  Wręczono nam zaproszenie na ślub i wesele.

Michał wykazuje nadmierne i niepokojące zainteresowanie moją szufladą z zapiskami i pamiątkami oraz wszystkim co piszę czy to w zeszycie, czy na świstkach papieru.  Stał się niepohamowanym czytaczem.  Wyrwałam mu z rąk pisany po pijanemu list do niego po powrocie z baru „Joker” i  spłukałam go w kiblu.

- Co to było? Powiedz! Co to było?

- List do ciebie.

- Tak? Ciekawe,  a jak mi to teraz udowodnisz, że do mnie?

Wyszedł.

Zagłębiłam się w lekturę „Kinomanów” Davida Lodge’a.

W biurze spędzam maksymalnie pięć godzin.  Wszystko mamy poukładane i nie ma potrzeby więcej.  Michał przyjechał do biura  obejrzeć ślubny garnitur Maćka , który mu się nie spodobał.  Z tego powodu musiałam wlec się po sklepach i oglądać inne garnitury ślubne razem z nimi, a w rezultacie jedyne co mi się spodobało było czarnym smokingiem.

Justyna namówiła nas na piwo w „Fugazi” w Chorzowie. Z reguły nie wypuszczamy się do Chorzowa, bo ciężko potem z powrotem.  Tramwajem pojechaliśmy my, Justyna z Marcinem Kitajcem i Adam Kluza z Kudżawem,  tworząc towarzystwo upojone nieco alkoholem pochodzącym z piwa, rumu i wódki.  W „Fugazi” kilka piw przy zielonym stole i jak bumerang znajdujemy się w Katowicach w HOBBICIE,  gdzie w wielkim podekscytowaniu rozmawiam długo z dwoma bliźniaczkami i grubą przypominającą mi Indiankę z „Przystanku Alaska” . A potem jesteśmy w mieszkaniu Justyny na Paderewie.  Śpię w wielkim łóżku, ale jednak nie, wcale nie śpię, rzucam ulubionym kubkiem Justyny, który się roztrzaskuje. Krzyczę, krzyczą, przymierzam się do wyjścia, przez okno, bagatela dziesiąte piętro w bloku.  Potem dopiero zasypiam.  I budzę się  na wielkim łóżku. Po prawej Marcin, po lewej Michał, dalej Justyna.  Nie ma jeszcze południa. Chłopaki chcą na piwo, Justyna ma pretensje o kubek, nie mam kasy, zgubiłam albo wydałam, za to jest wódka i papierosy. Chcę uciec. Uciekam. Zasypiam w domu, matka wściekła, wieczorem miło z Michałem w „Galerii” i McDonaldzie.

Po kacu ustalamy z Agnieszką, że będziemy w biurze co drugi dzień.  Snuję się więc po sklepach, głównie księgarniach, gdzie niczego nie kupuję, dużo oglądam, dotykam, wącham. Telefon od Agnieszki – mamy nowego szefa – Pan Wróblewski, coś się szykuje.

 

Wrzesień

Pławię się w rozkosznej aczkolwiek męczącej nudzie bezczynnych dni. Nasze biuro reklamowe przestało mieć rację bytu.  Kobieta, od której wynajmowałyśmy biuro zabrała nam telefon z ble ble ble powodów sto. Koniec ery audiotele, monopol ustawowy zabrał nam środki do życia i sens istnienia.  Nie możemy działać bez koncesji, nie mamy na nią szansy. Były jakieś wizje na otwarcie sieci sklepów wszystko za  1 zł, przyjechał Gerit z Holandii ze swoją czarnoskórą dziewczynką, zrobił zdjęcie polaroidem i rozstaliśmy się wszyscy.

Był ślub Agnieszki i Maćka i wesele.  Mam nadzieje ostatnie wesele, na jakim się znalazłam. Do tego bez partnera. Michał najpierw zniknął bez śladu na cztery dni z kumplem Kebabem.  Pojechali sobie do Ostrawy. Jego mama się tak martwiła, że nawet nawiedziła mnie w domu zrozpaczona i trudno jej było uwierzyć, że nie mogę jej pomóc.  Potem spędziłam samotnie urodziny, bo w tym czasie Michał był zajęty upijaniem się , natomiast w czasie wesela Agnieszki i Maćka bawił się w Olsztynie w fajerwerki na jakiejś plenerowej imprezie.  Przestałam być osobą informowaną i nasze plany przestały się liczyć.

W  białym domu w „Jazz Clubie” odbyło się spotkanie naszej klasy licealnej. Nieciekawe. Przemieściliśmy się następnie do HOBBITA i częścią grupy z Justyną, Krzyśkiem Dudzikiem i Gosią Umińską do „Mandaryna” na dyskotekę, gdzie Krzysiek jęczał „Czemu nie masz szpilek?!! Byłoby tak fajnie”.

 

Październik

Przesiaduję z Michałem w HOBBICie, często też w „Jokerze”.

Odnalazłam Mariolę. Pracuje w nocnym klubie „Afrodyta”. Nie wróciła do męża.

Justyna wyszła za mąż za Marcina Kitajca.  Nie wiedziałam nic o ślubie. Nie brałam w nim udziału. Powiedziałam mi o tym po jakimś czasie po fakcie wyjaśniając, że to nic takiego, że tylko z powodów mieszkaniowych. Jako przyjaciółka zwątpiłam czy nią kiedykolwiek byłam.

Po urodzinach mamy Michała, kolacji i kawie i rozmowach z rodziną zapragnęliśmy spędzić czas w HOBBICIE z rówieśnikami.  Przechodziliśmy kilkunastoosobową grupą przez tory kolejowe w centrum miasta, ale nieco na uboczu w okolicy ulicy Krasińskiego kiedy zatrzymało nas dwóch sokistów z wilczórem.  Palnęłam jakimś tekstem do jednego z nich, że pewnie mu żona nie daje i się wyżywa na nas.  Zaciągnęli mnie do nyski i zamknęli w niej z psem. Legitymowali pozostałych po czym zawieźli mnie na komisariat  na ulicę Dworcową. Było przed północą.  Nie miałam dokumentów, dzwonili do mamy, usiłowali zasiać strach i panikę i po około dwóch godzinach pierdzielenia o dupie Maryni wypuścili mnie z karteczką i groźbą nieuniknionego kolegium.

Zepsuł się miesiąc temu magnetofon, telewizor i inne sprzęty kiedy się faza w kamienicy wyzerowała. Udało się tymczasem naprawić telewizor więc oglądamy filmy na video.  Twin Peaks, Firma, Zapach Kobiety, Pulp Fiction.

Michał nie dostał kredytu z powodu wojska. Nasze plany wyjazdu do Zakopanego legły w gruzach.  Nasze wszystkie plany gdyż zerwaliśmy po kłótni.

Poznałam Andrzeja. Zobaczyliśmy się na rynku kiedy wracałam z mamą z zakupów. Odwróciłam się do tyłu i on też. Wieczorem poszłam z Michałem do „Dziennikarzy”.  Siedział przy stoliku ze znajomymi.  Rozpoznaliśmy się. Cały czas mi się przyglądał uparcie.  Po jakimś czasie wyciągnęłam sreberko z opakowania papierosów i napisałam mój numer telefonu z notatką „Zadzwoń” i  przechodząc obok do toalety, kiedy Michał nie patrzył, włożyłam mu zwinięty świstek w dłoń.  Zadzwonił  następnego dnia. Spotkaliśmy się w „Szmyrowatej”.  Przyszedł z różą.  Jest z Ukrainy i charakteryzuje się czekoladowymi oczami, twardymi mięśniami i widocznymi żyłami, jest przystojny, wysoki i ma szparę między jedynkami.  Pachnie płynem do płukania ubrań Ludwik.  Na penisie pod napletkiem ma wszytych kilka złotych nitów. Podobno żeby mogły się tam przyjąć trzeba je wcześniej przez dwa tygodnie ssać w ustach dla wyszlifowania.  Cóż za ogólna atrakcja niespodziewana.  Do tego bez problemu potrafi się kochać sześć razy pod rząd.

 

Listopad

Zaczęłam pracę w firmie produkującej odzież i sprzęt outdoorowy w Dziale Zaopatrzenia.  W zapyziałym pomieszczeniu z ośmioma facetami pierwszy dzień po czterdziestu minutach snu przetrwałam z trudem.   Po kilku dniach przeniesiono mnie do działu zleceń na Dalekim Wschodzie.

Z Justyną uczymy się angielskiego.

Spotkałam Michała, poszliśmy na pizzę do „La Strady”, płakaliśmy.  Wieczór ten jednak spędziłam z Andrzejem przy butelce szampana.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Każdy jest tak stary jak czas, w którym wyciąga broń, szeryfie.
1995
Zaczęłam z początkiem roku pracować w Salonie Bingo w Spodku. Przestałam w kwietniu po wystąpieniu nowego dyrektora – Marka Piotrowskiego z apelacją o obowiązkowym roznoszeniu ulotek poza godzinami pracy. Wyszłyśmy z Mariolą Weber informując jedynie Leszka, nie żegnając się z nikim, i już nie wróciłyśmy nigdy. Nawet po świadectwa pracy.
Czerwiec
Słuchamy Malcolma McLarena „Paris”. Michał przynosi od kilku dni codziennie kwiaty. Budzi mnie co rano telefonem, dzień zaczynam od szklanki kawy rozpuszczalnej i rozmowy z nim. Idę do pracy. Pracuję z Agnieszką, prowadzimy biuro reklamowe, które mieści się na zapyziałej ulicy katowickiej – ulicy Wodnej. Dwa duże pokoje, kuchnia i łazienka z wanną. Wyremontowane jako tako. Po rozkręceniu się, umyciu włosów i zrobieniu makijaży, zajmujemy się głównie kupowaniem kolorowych magazynów erotycznych i pornograficznych i odsłuchiwaniem nagrań audiotele z Curacao, sprawdzamy czy wszystkie chodzą jak należy. Wyszukujemy wszystkie magazyny jakie są dostępne w kioskach i sklepikach. Tam są nasze ogłoszenia audiotele, horoskopy, sex telefony itd. Godzinami gramy na komputerze, wychodzimy na zakupy, do banku, piszemy raport dla szefa lub dzwonimy do niego. Szef jest Holendrem, ma na imię Gerit i ma czarną dziewczynę. Agencja jest niemiecka, nazywa się Global Network Communication. Z biura odbiera mnie Michał. Przynosi lody lub ciastka. Wstępujemy na piwo i obiad, z reguły szwajcara do Klubu Pod Prasą, na który mówi się „Dziennikarze”, zazwyczaj siedzimy na balkonie z widokiem na katowicki rynek, albo na pizzę do „Zielonego Oczka” z bucowatymi ochroniarzami w Parku Kościuszki lub do pizzerii na ulicy Stawowej, gdzie pizza jest krojona z wielkiej blachy, bez szału, ale bardzo dobra choć bez oregano i pizzeria „La Strada” na ulicy Kościuszki, gdzie najbardziej podobał mi się zapach kuchni włoskiej i mam ulubioną pizzę z tuńczykiem. Nowym naszym odkryciem jest też kebab pod dworcem od strony Placu Andrzeja, trzy stoliki na zewnątrz. Jedynie 3 zł, a pyszny.
W pizzerii „La Strada” spotkaliśmy Nataszę. Udaliśmy się potem z nią do pubu „Maxwell” na Rymera, ale był to niewypał, bo miałam nadzieję, że Natasza będzie miła, a była okropna. To miejsce też często odwiedzamy.
Mariola W jest poszukiwana przez Grzegorza. Wydzwania do mnie czy przypadkiem nie wiem gdzie może ją znaleźć.
Miejscem spotkań jest HOBBIT na Paderewie. Wpadamy tam wieczorami z Michałem i jego kumplem Kebabem. Spotykam tam Justynę z koleżanką ze studiów Gosią i innych znajomych.
Wzięłam dodatkowe zlecenie żeby zarobić trochę kasy. Piszę scenariusze erotyczne z przeznaczeniem dla telefonicznych nagrań. Michał stara się w tym pomagać, ale nie najlepiej mu idzie, z reguły po prostu mi towarzyszy i gra na komputerze w tym czasie. Scenariusze mają trzy rodzaje przekazu – soft, medium i hard oraz pewien schemat i cel. Będą po przetłumaczeniu na język angielski służyły jako nagrania audiotele. Każdy z nich ma więc za zadanie przytrzymać jak najdłużej słuchacza żeby nabijał kasę za połączenie z Curacao. To prosty schemat mający swój dość długi początek, rozwleczoną w czasie kulminację akcji i zakończenie opowiedziane w pierwszej osobie.
W Boże Ciało na przykład po wspólnym obiedzie z mamą, babcią i Michałem (dostałam od niego białą różę) pojechałam z Michałem do biura pisać te scenariusze. Zapomnieliśmy zabrać radia z domu więc żeby nie siedzieć w ciszy Michał wrócił się po nie taksówką. Z radiem przywiózł nasze ulubione zupki chińskie Vifon i biszkopty. Udało mi się stworzyć pięć scenariuszy z przerwami na Doom-a i Xataxa, pijąc coca-colę i jedząc galaretki owocowe.
Następnego dnia popołudniu po pracy Michał pojawił się z wielką herbacianą różą. I znów siedzieliśmy w moim burze zjadając kilogram truskawek z mlekiem skondensowanym słodzonym z puszki i zupki chińskie. Znów pisałam scenariusze obłożona erotycznymi i pornograficznymi czasopismami na wielkim stole.
Michał prowadzi budkę z hamburgerami i hot-dogami na estakadzie na dworcu w Katowicach. Jest to sieciówka duńska o nazwie Dania Fast Food i mają pyszne hamburgery z duńskim sosem i prażoną cebulką. Obok jego budki jest druga taka sama dokładnie budka z hamburgerami też Dania Fast Food. Musi uważać bo często ludzie płacą fałszywymi banknotami. Musimy się ich potem pozbywać w różnych innych budkach albo barach. Ostatnie fałszywe 50 złotych złożyliśmy w „Drink Barze” na ulicy Stawowej i z radości pojechaliśmy taksówką do HOBBITA na piwo.
Pod koniec czerwca skończyłam ostatni – pięćdziesiąty scenariusz. Michał dorobił z Kebabem na kopaniu dziur i zalewaniu betonem i przepiliśmy całą bańkę w HOBBICIE w ciągu jednej nocy.

Lipiec
Mama pozbyła się wszystkich szkodliwych mebli z mieszkania m.in. wykładzin, dywanu i kanapy. Rozpoczął się remont. Nie, nie sam, rozpoczął się mną. Najpierw miał być parkiet panami cykliniarzami, ale zepsuł się im sprzęt. Tapetowałam więc wszystko co można tapetować. Mój kotek Kitek wyszedł i już nie wrócił. Mam zostawiła mnie i wyjechała do Bydgoszczy do rodziny. Wtedy pojawili się cykliniarze, hałas, smród, sprzątanie i kłótnie z Michałem. W środku nocy spadł na nas wielki stojak z donicami z kwiatami. Właśnie kiedy wszystko było już wysprzątane. I wróciła mama. Wróciła z tapetami do sufitu!!! Znów tapetowałam. A jak już wytapetowałam to z kolei oklejałam okleiną szafy wbudowane i pawlacze. I wydawało mi się, że to będzie koniec, tapetowanie śniło mi się, po nocach na przemian z Michałem, który chce mnie zabić rozgrzanym wiertłem z wiertarki, ale mama z rozbiegu dotarła aż do wytapetowania jeszcze kuchni. W przerwach w niedziele lipcowe chodzimy na basen.

Sierpień
Pracuję, chodzę popływać z Michałem na basen. Agnieszka się zaręczyła z Maciejem i niebawem ślub. Wręczono nam zaproszenie na ślub i wesele.
Michał wykazuje nadmierne i niepokojące zainteresowanie moją szufladą z zapiskami i pamiątkami oraz wszystkim co piszę czy to w zeszycie, czy na świstkach papieru. Stał się niepohamowanym czytaczem. Wyrwałam mu z rąk pisany po pijanemu list do niego po powrocie z baru „Joker” i spłukałam go w kiblu.
- Co to było? Powiedz! Co to było?
- List do ciebie.
- Tak? Ciekawe, a jak mi to teraz udowodnisz, że do mnie?
Wyszedł.
Zagłębiłam się w lekturę „Kinomanów” Davida Lodge’a.
W biurze spędzam maksymalnie pięć godzin. Wszystko mamy poukładane i nie ma potrzeby więcej. Michał przyjechał do biura obejrzeć ślubny garnitur Maćka , który mu się nie spodobał. Z tego powodu musiałam wlec się po sklepach i oglądać inne garnitury ślubne razem z nimi, a w rezultacie jedyne co mi się spodobało było czarnym smokingiem.
Justyna namówiła nas na piwo w „Fugazi” w Chorzowie. Z reguły nie wypuszczamy się do Chorzowa, bo ciężko potem z powrotem. Tramwajem pojechaliśmy my, Justyna z Marcinem Kitajcem i Adam Kluza z Kudżawem, tworząc towarzystwo upojone nieco alkoholem pochodzącym z piwa, rumu i wódki. W „Fugazi” kilka piw przy zielonym stole i jak bumerang znajdujemy się w Katowicach w HOBBICIE, gdzie w wielkim podekscytowaniu rozmawiam długo z dwoma bliźniaczkami i grubą przypominającą mi Indiankę z „Przystanku Alaska” . A potem jesteśmy w mieszkaniu Justyny na Paderewie. Śpię w wielkim łóżku, ale jednak nie, wcale nie śpię, rzucam ulubionym kubkiem Justyny, który się roztrzaskuje. Krzyczę, krzyczą, przymierzam się do wyjścia, przez okno, bagatela dziesiąte piętro w bloku. Potem dopiero zasypiam. I budzę się na wielkim łóżku. Po prawej Marcin, po lewej Michał, dalej Justyna. Nie ma jeszcze południa. Chłopaki chcą na piwo, Justyna ma pretensje o kubek, nie mam kasy, zgubiłam albo wydałam, za to jest wódka i papierosy. Chcę uciec. Uciekam. Zasypiam w domu, matka wściekła, wieczorem miło z Michałem w „Galerii” i McDonaldzie.
Po kacu ustalamy z Agnieszką, że będziemy w biurze co drugi dzień. Snuję się więc po sklepach, głównie księgarniach, gdzie niczego nie kupuję, dużo oglądam, dotykam, wącham. Telefon od Agnieszki – mamy nowego szefa – Pan Wróblewski, coś się szykuje.

Wrzesień
Pławię się w rozkosznej aczkolwiek męczącej nudzie bezczynnych dni. Nasze biuro reklamowe przestało mieć rację bytu. Kobieta, od której wynajmowałyśmy biuro zabrała nam telefon z ble ble ble powodów sto. Koniec ery audiotele, monopol ustawowy zabrał nam środki do życia i sens istnienia. Nie możemy działać bez koncesji, nie mamy na nią szansy. Były jakieś wizje na otwarcie sieci sklepów wszystko za 1 zł, przyjechał Gerit z Holandii ze swoją czarnoskórą dziewczynką, zrobił zdjęcie polaroidem i rozstaliśmy się wszyscy.
Był ślub Agnieszki i Maćka i wesele. Mam nadzieje ostatnie wesele, na jakim się znalazłam. Do tego bez partnera. Michał najpierw zniknął bez śladu na cztery dni z kumplem Kebabem. Pojechali sobie do Ostrawy. Jego mama się tak martwiła, że nawet nawiedziła mnie w domu zrozpaczona i trudno jej było uwierzyć, że nie mogę jej pomóc. Potem spędziłam samotnie urodziny, bo w tym czasie Michał był zajęty upijaniem się , natomiast w czasie wesela Agnieszki i Maćka bawił się w Olsztynie w fajerwerki na jakiejś plenerowej imprezie. Przestałam być osobą informowaną i nasze plany przestały się liczyć.
W białym domu w „Jazz Clubie” odbyło się spotkanie naszej klasy licealnej. Nieciekawe. Przemieściliśmy się następnie do HOBBITA i częścią grupy z Justyną, Krzyśkiem Dudzikiem i Gosią Umińską do „Mandaryna” na dyskotekę, gdzie Krzysiek jęczał „Czemu nie masz szpilek?!! Byłoby tak fajnie”.

Październik
Przesiaduję z Michałem w HOBBICie, często też w „Jokerze”.
Odnalazłam Mariolę. Pracuje w nocnym klubie „Afrodyta”. Nie wróciła do męża.
Justyna wyszła za mąż za Marcina Kitajca. Nie wiedziałam nic o ślubie. Nie brałam w nim udziału. Powiedziałam mi o tym po jakimś czasie po fakcie wyjaśniając, że to nic takiego, że tylko z powodów mieszkaniowych. Jako przyjaciółka zwątpiłam czy nią kiedykolwiek byłam.
Po urodzinach mamy Michała, kolacji i kawie i rozmowach z rodziną zapragnęliśmy spędzić czas w HOBBICIE z rówieśnikami. Przechodziliśmy kilkunastoosobową grupą przez tory kolejowe w centrum miasta, ale nieco na uboczu w okolicy ulicy Krasińskiego kiedy zatrzymało nas dwóch sokistów z wilczórem. Palnęłam jakimś tekstem do jednego z nich, że pewnie mu żona nie daje i się wyżywa na nas. Zaciągnęli mnie do nyski i zamknęli w niej z psem. Legitymowali pozostałych po czym zawieźli mnie na komisariat na ulicę Dworcową. Było przed północą. Nie miałam dokumentów, dzwonili do mamy, usiłowali zasiać strach i panikę i po około dwóch godzinach pierdzielenia o dupie Maryni wypuścili mnie z karteczką i groźbą nieuniknionego kolegium.
Zepsuł się miesiąc temu magnetofon, telewizor i inne sprzęty kiedy się faza w kamienicy wyzerowała. Udało się tymczasem naprawić telewizor więc oglądamy filmy na video. Twin Peaks, Firma, Zapach Kobiety, Pulp Fiction.
Michał nie dostał kredytu z powodu wojska. Nasze plany wyjazdu do Zakopanego legły w gruzach. Nasze wszystkie plany gdyż zerwaliśmy po kłótni.
Poznałam Andrzeja. Zobaczyliśmy się na rynku kiedy wracałam z mamą z zakupów. Odwróciłam się do tyłu i on też. Wieczorem poszłam z Michałem do „Dziennikarzy”. Siedział przy stoliku ze znajomymi. Rozpoznaliśmy się. Cały czas mi się przyglądał uparcie. Po jakimś czasie wyciągnęłam sreberko z opakowania papierosów i napisałam mój numer telefonu z notatką „Zadzwoń” i przechodząc obok do toalety, kiedy Michał nie patrzył, włożyłam mu zwinięty świstek w dłoń. Zadzwonił następnego dnia. Spotkaliśmy się w „Szmyrowatej”. Przyszedł z różą. Jest z Ukrainy i charakteryzuje się czekoladowymi oczami, twardymi mięśniami i widocznymi żyłami, jest przystojny, wysoki i ma szparę między jedynkami. Pachnie płynem do płukania ubrań Ludwik. Na penisie pod napletkiem ma wszytych kilka złotych nitów. Podobno żeby mogły się tam przyjąć trzeba je wcześniej przez dwa tygodnie ssać w ustach dla wyszlifowania. Cóż za ogólna atrakcja niespodziewana. Do tego bez problemu potrafi się kochać sześć razy pod rząd.

Listopad
Zaczęłam pracę w firmie produkującej odzież i sprzęt outdoorowy w Dziale Zaopatrzenia. W zapyziałym pomieszczeniu z ośmioma facetami pierwszy dzień po czterdziestu minutach snu przetrwałam z trudem. Po kilku dniach przeniesiono mnie do działu zleceń na Dalekim Wschodzie.
Z Justyną uczymy się angielskiego.
Spotkałam Michała, poszliśmy na pizzę do „La Strady”, płakaliśmy. Wieczór ten jednak spędziłam z Andrzejem przy butelce szampana.

 

 

 

 

 

 

Każdy jest tak stary jak czas, w którym wyciąga broń, szeryfie.
1995
Zaczęłam z początkiem roku pracować w Salonie Bingo w Spodku. Przestałam w kwietniu po wystąpieniu nowego dyrektora – Marka Piotrowskiego z apelacją o obowiązkowym roznoszeniu ulotek poza godzinami pracy. Wyszłyśmy z Mariolą Weber informując jedynie Leszka, nie żegnając się z nikim, i już nie wróciłyśmy nigdy. Nawet po świadectwa pracy.
Czerwiec
Słuchamy Malcolma McLarena „Paris”. Michał przynosi od kilku dni codziennie kwiaty. Budzi mnie co rano telefonem, dzień zaczynam od szklanki kawy rozpuszczalnej i rozmowy z nim. Idę do pracy. Pracuję z Agnieszką, prowadzimy biuro reklamowe, które mieści się na zapyziałej ulicy katowickiej – ulicy Wodnej. Dwa duże pokoje, kuchnia i łazienka z wanną. Wyremontowane jako tako. Po rozkręceniu się, umyciu włosów i zrobieniu makijaży, zajmujemy się głównie kupowaniem kolorowych magazynów erotycznych i pornograficznych i odsłuchiwaniem nagrań audiotele z Curacao, sprawdzamy czy wszystkie chodzą jak należy. Wyszukujemy wszystkie magazyny jakie są dostępne w kioskach i sklepikach. Tam są nasze ogłoszenia audiotele, horoskopy, sex telefony itd. Godzinami gramy na komputerze, wychodzimy na zakupy, do banku, piszemy raport dla szefa lub dzwonimy do niego. Szef jest Holendrem, ma na imię Gerit i ma czarną dziewczynę. Agencja jest niemiecka, nazywa się Global Network Communication. Z biura odbiera mnie Michał. Przynosi lody lub ciastka. Wstępujemy na piwo i obiad, z reguły szwajcara do Klubu Pod Prasą, na który mówi się „Dziennikarze”, zazwyczaj siedzimy na balkonie z widokiem na katowicki rynek, albo na pizzę do „Zielonego Oczka” z bucowatymi ochroniarzami w Parku Kościuszki lub do pizzerii na ulicy Stawowej, gdzie pizza jest krojona z wielkiej blachy, bez szału, ale bardzo dobra choć bez oregano i pizzeria „La Strada” na ulicy Kościuszki, gdzie najbardziej podobał mi się zapach kuchni włoskiej i mam ulubioną pizzę z tuńczykiem. Nowym naszym odkryciem jest też kebab pod dworcem od strony Placu Andrzeja, trzy stoliki na zewnątrz. Jedynie 3 zł, a pyszny.
W pizzerii „La Strada” spotkaliśmy Nataszę. Udaliśmy się potem z nią do pubu „Maxwell” na Rymera, ale był to niewypał, bo miałam nadzieję, że Natasza będzie miła, a była okropna. To miejsce też często odwiedzamy.
Mariola W jest poszukiwana przez Grzegorza. Wydzwania do mnie czy przypadkiem nie wiem gdzie może ją znaleźć.
Miejscem spotkań jest HOBBIT na Paderewie. Wpadamy tam wieczorami z Michałem i jego kumplem Kebabem. Spotykam tam Justynę z koleżanką ze studiów Gosią i innych znajomych.
Wzięłam dodatkowe zlecenie żeby zarobić trochę kasy. Piszę scenariusze erotyczne z przeznaczeniem dla telefonicznych nagrań. Michał stara się w tym pomagać, ale nie najlepiej mu idzie, z reguły po prostu mi towarzyszy i gra na komputerze w tym czasie. Scenariusze mają trzy rodzaje przekazu – soft, medium i hard oraz pewien schemat i cel. Będą po przetłumaczeniu na język angielski służyły jako nagrania audiotele. Każdy z nich ma więc za zadanie przytrzymać jak najdłużej słuchacza żeby nabijał kasę za połączenie z Curacao. To prosty schemat mający swój dość długi początek, rozwleczoną w czasie kulminację akcji i zakończenie opowiedziane w pierwszej osobie.
W Boże Ciało na przykład po wspólnym obiedzie z mamą, babcią i Michałem (dostałam od niego białą różę) pojechałam z Michałem do biura pisać te scenariusze. Zapomnieliśmy zabrać radia z domu więc żeby nie siedzieć w ciszy Michał wrócił się po nie taksówką. Z radiem przywiózł nasze ulubione zupki chińskie Vifon i biszkopty. Udało mi się stworzyć pięć scenariuszy z przerwami na Doom-a i Xataxa, pijąc coca-colę i jedząc galaretki owocowe.
Następnego dnia popołudniu po pracy Michał pojawił się z wielką herbacianą różą. I znów siedzieliśmy w moim burze zjadając kilogram truskawek z mlekiem skondensowanym słodzonym z puszki i zupki chińskie. Znów pisałam scenariusze obłożona erotycznymi i pornograficznymi czasopismami na wielkim stole.
Michał prowadzi budkę z hamburgerami i hot-dogami na estakadzie na dworcu w Katowicach. Jest to sieciówka duńska o nazwie Dania Fast Food i mają pyszne hamburgery z duńskim sosem i prażoną cebulką. Obok jego budki jest druga taka sama dokładnie budka z hamburgerami też Dania Fast Food. Musi uważać bo często ludzie płacą fałszywymi banknotami. Musimy się ich potem pozbywać w różnych innych budkach albo barach. Ostatnie fałszywe 50 złotych złożyliśmy w „Drink Barze” na ulicy Stawowej i z radości pojechaliśmy taksówką do HOBBITA na piwo.
Pod koniec czerwca skończyłam ostatni – pięćdziesiąty scenariusz. Michał dorobił z Kebabem na kopaniu dziur i zalewaniu betonem i przepiliśmy całą bańkę w HOBBICIE w ciągu jednej nocy.

Lipiec
Mama pozbyła się wszystkich szkodliwych mebli z mieszkania m.in. wykładzin, dywanu i kanapy. Rozpoczął się remont. Nie, nie sam, rozpoczął się mną. Najpierw miał być parkiet panami cykliniarzami, ale zepsuł się im sprzęt. Tapetowałam więc wszystko co można tapetować. Mój kotek Kitek wyszedł i już nie wrócił. Mam zostawiła mnie i wyjechała do Bydgoszczy do rodziny. Wtedy pojawili się cykliniarze, hałas, smród, sprzątanie i kłótnie z Michałem. W środku nocy spadł na nas wielki stojak z donicami z kwiatami. Właśnie kiedy wszystko było już wysprzątane. I wróciła mama. Wróciła z tapetami do sufitu!!! Znów tapetowałam. A jak już wytapetowałam to z kolei oklejałam okleiną szafy wbudowane i pawlacze. I wydawało mi się, że to będzie koniec, tapetowanie śniło mi się, po nocach na przemian z Michałem, który chce mnie zabić rozgrzanym wiertłem z wiertarki, ale mama z rozbiegu dotarła aż do wytapetowania jeszcze kuchni. W przerwach w niedziele lipcowe chodzimy na basen.

Sierpień
Pracuję, chodzę popływać z Michałem na basen. Agnieszka się zaręczyła z Maciejem i niebawem ślub. Wręczono nam zaproszenie na ślub i wesele.
Michał wykazuje nadmierne i niepokojące zainteresowanie moją szufladą z zapiskami i pamiątkami oraz wszystkim co piszę czy to w zeszycie, czy na świstkach papieru. Stał się niepohamowanym czytaczem. Wyrwałam mu z rąk pisany po pijanemu list do niego po powrocie z baru „Joker” i spłukałam go w kiblu.
- Co to było? Powiedz! Co to było?
- List do ciebie.
- Tak? Ciekawe, a jak mi to teraz udowodnisz, że do mnie?
Wyszedł.
Zagłębiłam się w lekturę „Kinomanów” Davida Lodge’a.
W biurze spędzam maksymalnie pięć godzin. Wszystko mamy poukładane i nie ma potrzeby więcej. Michał przyjechał do biura obejrzeć ślubny garnitur Maćka , który mu się nie spodobał. Z tego powodu musiałam wlec się po sklepach i oglądać inne garnitury ślubne razem z nimi, a w rezultacie jedyne co mi się spodobało było czarnym smokingiem.
Justyna namówiła nas na piwo w „Fugazi” w Chorzowie. Z reguły nie wypuszczamy się do Chorzowa, bo ciężko potem z powrotem. Tramwajem pojechaliśmy my, Justyna z Marcinem Kitajcem i Adam Kluza z Kudżawem, tworząc towarzystwo upojone nieco alkoholem pochodzącym z piwa, rumu i wódki. W „Fugazi” kilka piw przy zielonym stole i jak bumerang znajdujemy się w Katowicach w HOBBICIE, gdzie w wielkim podekscytowaniu rozmawiam długo z dwoma bliźniaczkami i grubą przypominającą mi Indiankę z „Przystanku Alaska” . A potem jesteśmy w mieszkaniu Justyny na Paderewie. Śpię w wielkim łóżku, ale jednak nie, wcale nie śpię, rzucam ulubionym kubkiem Justyny, który się roztrzaskuje. Krzyczę, krzyczą, przymierzam się do wyjścia, przez okno, bagatela dziesiąte piętro w bloku. Potem dopiero zasypiam. I budzę się na wielkim łóżku. Po prawej Marcin, po lewej Michał, dalej Justyna. Nie ma jeszcze południa. Chłopaki chcą na piwo, Justyna ma pretensje o kubek, nie mam kasy, zgubiłam albo wydałam, za to jest wódka i papierosy. Chcę uciec. Uciekam. Zasypiam w domu, matka wściekła, wieczorem miło z Michałem w „Galerii” i McDonaldzie.
Po kacu ustalamy z Agnieszką, że będziemy w biurze co drugi dzień. Snuję się więc po sklepach, głównie księgarniach, gdzie niczego nie kupuję, dużo oglądam, dotykam, wącham. Telefon od Agnieszki – mamy nowego szefa – Pan Wróblewski, coś się szykuje.

Wrzesień
Pławię się w rozkosznej aczkolwiek męczącej nudzie bezczynnych dni. Nasze biuro reklamowe przestało mieć rację bytu. Kobieta, od której wynajmowałyśmy biuro zabrała nam telefon z ble ble ble powodów sto. Koniec ery audiotele, monopol ustawowy zabrał nam środki do życia i sens istnienia. Nie możemy działać bez koncesji, nie mamy na nią szansy. Były jakieś wizje na otwarcie sieci sklepów wszystko za 1 zł, przyjechał Gerit z Holandii ze swoją czarnoskórą dziewczynką, zrobił zdjęcie polaroidem i rozstaliśmy się wszyscy.
Był ślub Agnieszki i Maćka i wesele. Mam nadzieje ostatnie wesele, na jakim się znalazłam. Do tego bez partnera. Michał najpierw zniknął bez śladu na cztery dni z kumplem Kebabem. Pojechali sobie do Ostrawy. Jego mama się tak martwiła, że nawet nawiedziła mnie w domu zrozpaczona i trudno jej było uwierzyć, że nie mogę jej pomóc. Potem spędziłam samotnie urodziny, bo w tym czasie Michał był zajęty upijaniem się , natomiast w czasie wesela Agnieszki i Maćka bawił się w Olsztynie w fajerwerki na jakiejś plenerowej imprezie. Przestałam być osobą informowaną i nasze plany przestały się liczyć.
W białym domu w „Jazz Clubie” odbyło się spotkanie naszej klasy licealnej. Nieciekawe. Przemieściliśmy się następnie do HOBBITA i częścią grupy z Justyną, Krzyśkiem Dudzikiem i Gosią Umińską do „Mandaryna” na dyskotekę, gdzie Krzysiek jęczał „Czemu nie masz szpilek?!! Byłoby tak fajnie”.

Październik
Przesiaduję z Michałem w HOBBICie, często też w „Jokerze”.
Odnalazłam Mariolę. Pracuje w nocnym klubie „Afrodyta”. Nie wróciła do męża.
Justyna wyszła za mąż za Marcina Kitajca. Nie wiedziałam nic o ślubie. Nie brałam w nim udziału. Powiedziałam mi o tym po jakimś czasie po fakcie wyjaśniając, że to nic takiego, że tylko z powodów mieszkaniowych. Jako przyjaciółka zwątpiłam czy nią kiedykolwiek byłam.
Po urodzinach mamy Michała, kolacji i kawie i rozmowach z rodziną zapragnęliśmy spędzić czas w HOBBICIE z rówieśnikami. Przechodziliśmy kilkunastoosobową grupą przez tory kolejowe w centrum miasta, ale nieco na uboczu w okolicy ulicy Krasińskiego kiedy zatrzymało nas dwóch sokistów z wilczórem. Palnęłam jakimś tekstem do jednego z nich, że pewnie mu żona nie daje i się wyżywa na nas. Zaciągnęli mnie do nyski i zamknęli w niej z psem. Legitymowali pozostałych po czym zawieźli mnie na komisariat na ulicę Dworcową. Było przed północą. Nie miałam dokumentów, dzwonili do mamy, usiłowali zasiać strach i panikę i po około dwóch godzinach pierdzielenia o dupie Maryni wypuścili mnie z karteczką i groźbą nieuniknionego kolegium.
Zepsuł się miesiąc temu magnetofon, telewizor i inne sprzęty kiedy się faza w kamienicy wyzerowała. Udało się tymczasem naprawić telewizor więc oglądamy filmy na video. Twin Peaks, Firma, Zapach Kobiety, Pulp Fiction.
Michał nie dostał kredytu z powodu wojska. Nasze plany wyjazdu do Zakopanego legły w gruzach. Nasze wszystkie plany gdyż zerwaliśmy po kłótni.
Poznałam Andrzeja. Zobaczyliśmy się na rynku kiedy wracałam z mamą z zakupów. Odwróciłam się do tyłu i on też. Wieczorem poszłam z Michałem do „Dziennikarzy”. Siedział przy stoliku ze znajomymi. Rozpoznaliśmy się. Cały czas mi się przyglądał uparcie. Po jakimś czasie wyciągnęłam sreberko z opakowania papierosów i napisałam mój numer telefonu z notatką „Zadzwoń” i przechodząc obok do toalety, kiedy Michał nie patrzył, włożyłam mu zwinięty świstek w dłoń. Zadzwonił następnego dnia. Spotkaliśmy się w „Szmyrowatej”. Przyszedł z różą. Jest z Ukrainy i charakteryzuje się czekoladowymi oczami, twardymi mięśniami i widocznymi żyłami, jest przystojny, wysoki i ma szparę między jedynkami. Pachnie płynem do płukania ubrań Ludwik. Na penisie pod napletkiem ma wszytych kilka złotych nitów. Podobno żeby mogły się tam przyjąć trzeba je wcześniej przez dwa tygodnie ssać w ustach dla wyszlifowania. Cóż za ogólna atrakcja niespodziewana. Do tego bez problemu potrafi się kochać sześć razy pod rząd.

Listopad
Zaczęłam pracę w firmie produkującej odzież i sprzęt outdoorowy w Dziale Zaopatrzenia. W zapyziałym pomieszczeniu z ośmioma facetami pierwszy dzień po czterdziestu minutach snu przetrwałam z trudem. Po kilku dniach przeniesiono mnie do działu zleceń na Dalekim Wschodzie.
Z Justyną uczymy się angielskiego.
Spotkałam Michała, poszliśmy na pizzę do „La Strady”, płakaliśmy. Wieczór ten jednak spędziłam z Andrzejem przy butelce szampana.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Cross my head

Zanim dalej się zapuszczę, może niebawem, może bawem, jeden ważny komunikat dla świata. Nie jestem codziennie taka sama, jestem codziennie inna. Nie istnieje chipcat ani alicemugshot, to tylko nicki, istnieję ja, i jestem inna z każdą nocą i każdym świtem. To piękne. Mnie się bardzo podoba. I nie chcę tego akurat zmieniać.  Nie ważne co się wydarzyło. Ważne co mnie poruszyło i zmieniło. Ostatnio…., tak uciekam od przeszłości. Męczy mnie. Nie dotyczy już. Nie interesuje. Chyba, że też jest w innej postaci.

Jajko niespodzianka

Ach, życie. Napisałam do zarządzających tym portalem blogowymm co mi leży na sercu i dlaczego nie ma tego co jest mi potrzebne. Zachowałam się jak człowiek, zagroziłam, że się zastanowię jednak nad zmianą, bo tu nie ma wszystkiego czego oczekuję (zawsze mnie denerwowali, się pieniaczyłam i powinnam, uważam za to dostac order). I co mi zrobili? Oddali mi mojego starego bloga z całą jego zawartością, którego skasowałam. Wchodzę i mam wszystko jak na tacy. To straszne.  Nie chciałam tego.  Dostać po latach coś co przepadło…, nie wiem.  Nie wiem czy to powinno się stać, Mam też to, o co prosiłam, ale nie do końca w idealnej formie. Daje to do myślenia… , albo zwariowa????łam.  A może to pozytywnie należy potraktować – NIC NIE JEST STARCONE!?

Kawałek na ten czas:

Patti Smith „Gloria”

Szarość to nie czarna dupa

Jest płyta ważna – Is this Desire. Czasem działa jak balsam dla duszy i napędza pozytywne i ciepłe myśli, a czasem się jej boję i mnie przygnębia. 1998 rok. Nie pamiętam go, ale Nic nie muszę pamiętać, zapisałam chwile, w których miałach ochotę pisać, a nie te, o których miałam napisać. . Dostępne pod ręką. Pewnie kiedyś do nich sięgnę…, albo nie. Kubełek emocji PJ Harvey.

Możliwe, że przez szarugę nie jestem już inna co rano, jestem już inna o każdej porze dnia. Przez tak przyśpieszone zmiany emocji i postrzegania świata i ludzi i siebie obawiam się, że skoro już teraz wyostrzyłam i dostałam pędu życia wewnętrznego, to obawiam się czy podołam starości kiedy już wszystko będzie się działo tylko w mojej głowie. Możliwe, że szaruga podrzuciła mi dar złości, który teraz pielęgnuję. Jest może bardziej niezrozumiały dla innych, ale całkiem strawny dla mnie. Otoczenie woli depresje, beznadzieje, bezradność, smutek, ale nie radzi sobie z kobiecymi złościami. Ziema radzi sobie dużo lepiej, można kopać, drążyć, rwać, palić, i nawet pod prąd płynąć lub lecieć. Niestety, nie za bardzo jest pod ręką w złości chwilach. To po co mi ona taka? Ocean, którego nigdy nie przepłynę, tuskawkowe pole, które mogę kupić w sklepie za pieniądze za karę, bo źle wyszła mi ścieżka zawodowa. Słyszę cały świat, nasz, ależ skądże! Bzdury tworzą bzdury, a idealistami są wszyscy, którzy choć raz widzieli światełko nadzieji. Im globalniej myślę, tym bardziej jestem zniszczona i zasuszona i wyeksploatowana. Ja część świata teraz. Dzięki żerdzi w graniatce w mojej matce.

Dzień, który mogłabym spędzić inaczej, ale mam cofkę

Telefon dzwoni jak oszalały.  Uroki telefonu zastępczego bez numerów na karcie. Nie mogę odebrać nieznanych numerów. To wielbiciele.  Wielbiciele windykatorzy.  Ktoś doniósł, że kupiłam nowe skarpetki w Pepco.  Walentyntkowe w serca.  A jeśli to prawdziwy Walenty? Oj co za strata!  Chociaż, jest jeden Walenty – Walenty Rozgarnięty (przysłał sms), chciał mnie zabrać do fryzjera. Walenty Uroczy.  I też pewna Walentynka… Jakże jestem rozrywana. Jak złote serce.

Zaintrygowałam się w muzyce z płyty Planningtorock „All Love’s Legall” z 2014 r. Od kilku dni przynajmniej raz dziennie wchłaniam. Jam Rostron to Angielka. Gdzie taką muzykę może robić? Tylko w Berlinie. Z kim? Na przykład z The Knife. Określa swoje działania przez „I’m playing around with gender”.  Niesie przesłanie jednakowości genderowej.  Czy się z nią zgadzam? Nie muszę się z nikim zgadzać. Jestem zaciekawiona. Podoba mi się też hasło, że gender to kłamstwo.

Zadziwiło mnie znacznie, że takie czasopismo jak The Guardian przekaz gender equality płyty All Love’s Legall osobą piszącego recenzję płyty,  wyczuwa jako intro w filmie o seminarium feministycznym, gdzie Jam Rostron wiedzie swoich słuchaczy ku odrzuceniu binarności płci i mizoginizmu. Piękna wizja, ale dlaczego autor nie dostrzega istnienia malizmu (jakkolwiek nazwać dążenie mężczyzn do równouprawnienia wobec kobiet), który jest niezbędny do prawidłowego, niezakrzywionego postrzegania czasu  i przestrzeni z treścią, czyli otaczającego nas świata i nas w nim.

Po co jest muzyka? W sumie do słuchania. Jak jednak wyselekcjonować muzykę, które jest interesująca i której słucham uwaznie lub do kotleta?  Niektórzy uważają, że muzyka wystarczy sama w sobie, że to dźwięki, rytmy i cisze.  Innym potrzebne jest ubranie. Jest tez muzyka do pisania o niej i rozmawiania, albo do patrzenia na nią.   Kto  i po co ma decydować co zrobię z tym, co mam do dyspozycji? Jak słyszę, że muzyka jest do słuchania, to przywołuję głupawkę z dzieciństwa „ziemia jest dla ziemniaków, księżyc dla księży itd.” Na tak głupie pytanie po co jest muzyka, mogę jedynie zadać sobie równie głupie, po co mam ucho i głowę, po co jestem?

Jam Rostron  wizualnie bywa  taka:

Jam RostronJam-Rostron21Jam Rostron3

Cudna, nieprawdaż?

Teledyski są piękne, ale zapodam live, kawałek na ten czas:

pozór

Nie znoszę głośno cykających cykowato zegarów. Wyrzuciłam wczoraj mój ulubiony z dobrym dźwiękiem i cieprię z przeniesionym z kuchni metalicznym brzękiem. Boję się, że jak puls mi odbiega od tego metronomu, to tuż tuż i na zawał  na zawał umrę już. Trochę schizowato po nie tak dawnym udarze kolegi W., po zawale szczęśliwie zakończonym kolegi K informatora Ars Cameralis osobistego, dzisiaj informacja, że kolega R też szczęśliwie wyszedł, ale własnie miał zawał. Pocieszyć może mnie jedynie odmienność płci delikwentów i to w niewielkim stopniu, bo czy ja wiem w ilu procentach jestem kobietą?  Non omnis moriar nie skłania mnie do zmian w trybach życiowych, powoduje natomiast znaczny dyskomfort psychofizyczny w postaci lęków, wyrzutów sumienia, bólu gardła  i poczucia, że świadomość i wiedza stanowią zagrożenie i są zupełnie nieprzydatne do odczuwania, którego oczekuję od życia. Jestem do niego przywiązana w takiej postaci bądź wyższej i żadne ograniczenia mnie nie interesują. Cierpię nawet jak ścinam włosy, obcinam paznokocie i robię peeling. Jestem dla siebie bardzo ważna. I bardziej boję się trochę nieudanego  udaru niż zawału. Boję się bardziej kalectwa niż śmierci. Ale  smierci się boję bo może się okazać pustką. Pustka wypełnia głowę koszmarami zamiast być samą w sobie czystą. Nirwanę wyobrażam sobie jakoś jako stan po lobotomii.

A teraz na temat dzisiejszy. Kobiece prace. Poruszyło mnie to ładne określenie czyichś fotografii. Wciąż i wciąż używa się określeń kobiece i męskie nie w odniesieniu do płci tylko efektu działań lub narzędzia lub przedmiotu. Nawet sukienki są bardziej kobiece lub mniej kobiece, chude fajki są bardziej kobiece niż grube, drink ze słomką zamiast piwa jest bardziej kobiecy, kobiety są kobiece lub nie, obcasy do wyłamywania nóg są kobiece, perfumy są kobiece. A właśnie perfumy. Niby jest podzial na damskie perfumy i męskie perfumy. Damskie perfumy na  mężczyźnie czy męskie  na kobiecie  budzą niepokój, który lubię. Czuję zmianę w swoim postrzeganiu sprowokowaną niedopasowaniem. Nie są jednak określane jak powinny, czyli kobiece lub męskie, jak bielizna. A tu jest jeszcze jeden kluczyk. Damskie nie znaczy kobiece, a męskie nie ma tej dychotomii. Dajmy taki przykład, mężczyzna maluje paznokcie u nóg. Nie jest gejem ani transwestytą, robi to bo, na przykład go o to prosimy. To proces, trwa, on się kryguje, kpi sam z siebie, jęczy, że to głupie i że tego nie chce, itd.  patrzy na swoje pomalowane paznokcie u stóp i czuje, że nie jest sobą, albo coś innego, nie wiem co czuje. Ale krzyczy, że jakie to stras zne, lakier do paznkoci go zmienił. Oj jak zmienił. Na drugi dzień prosi żeby o tym nikomu nie mówić. To wielka rzecz. Na prawdę?  A gdyby to byl męski lakier do paznokci. Kobiecy męski do paznokci…, ale był damski Co czuła kobieta, która pierwszy raz wyszła na ulicę w spodniach?  Pewnie dostała za to kupę kasy bo była sławną osobą. Tak, ale co czuła? Może poczuła, że jej dupki nie podwiewa i jest całkiem wygodniej?  A może zauważyła, że jej dupka jest równie okrągła i kształtna jak męska i dobrze jest to pokazać? I wtedy mężczyźni poczuli się zagrożeni, bo przecież kobiety mają cycki, a oni pośladki w spodniach, którym to przymiotem nie chą się dzielić.  Ale przeciez gdyby nie wartości religijne karmiące ludzi unikaniem i zaniechaniem,  może byłyby teraz w modzie staniki z fiszbinami na fiuty. I jakby to było gdyby męzczyźni musieli się latem mierzyć ze sobą na wyeksponowanie lepsze fiszbinkowych protez? Wiara w mięśnie i ich siła oddziaływania na kobiety zostałaby zachwiana.  A co mnie obchodzi, że mężczyzna  jest silniejszy i szybszy i pokona w bitwie swojego rywala, albo w walce na mózgi? Tyle, co każdego mężczyznę to, że świetnie gotuję, piorę i mam dużo koleżanek. Buahaha.

Zdjęcie na ten czas:

DSC02702 bw1

Eskapizm zwyczajny

Kolejny weekend potraktowany eskapicznie. Niestety, od natury uciec się nie da. Gorzej, nawet się do niej wyrywa podświadomie i niechcący. Spolegliwie dałam się wciągnąć do czarnej dziury Browariatu. Koleżanka K i kolega T. Jakby de ja vu sprzed niedawna. Tłok i przemiał większy jednak i dodatkowo kolega M vel Ł z brodą, bo gdzieś trzeba mieć włosy, (były basista ze znanego niektórym zespołu Hariasen sprzed lat), z którym sporadycznie, na prawdę nieczęsto ostatnio się spotykam na pogawędkę surrealistyczną. W Browariacie zapodają wyjątkowo pyszne piwa i to pod smak wedle życzeń zmiennych. Konia jednak z rzędem temu, kto mi przypomni nazwy, tych co trafiły w mój gust. Zachowywałam się beznadziejniej chyba niż zwykle, i jak zwykle nie dałam sobie nic powiedzieć. Cóż, ta rola mi odpowiada często. Tym razem miałam wygodne buty bez obcasów, dzięki temu droga do domu w okolicach środka nocy była dużo łatwiejsza niż ostatnim razem, choć dłuższa, bo przez bazę zaopatrzeniową i milsza, bo w towarzystwie.

Co robiliśmy pięknej nocy? Youtube. Kto tego nie lubi? Ale nie miałam władzy, myszkę mieli inni. Mimo lub z powodu, że kolega M vel Ł z brodą dzielił rozweselające przyprawy do ciasteczek w dość znacznych dawkach integracja nie nastąpiła i rozeszliśmy się nad wyraz szybko. Różnice poglądów i zapotrzebowań były znaczne najwyraźniej, chociaż ja nie odczułam żadnych braków ani nadmiarów.

Była to też noc wspomnień. Wyciągnęłam magiczną torbę pełną cudów z koncertów Hariasen. Pamiątek bez liku cennych chyba tylko dla mnie i kolegi M vel Ł z brodą, który mnie w to wyposażył kilka miesięcy temu, bo kogo miałby? Wejściówki, paszporty, plakaty, przywieszki, tablice informacyjne, artykuły z gazet, zdjęcia, teksty, opaski, wszystko zakurzone i zasypane pokruszonym makaronem z zupki chińskiej sprzed lat. Kawałek historii też mojej. Bardzo, o bardzo nas rozbawiła garderoba hariasen. Cóż.

DSC_1545

DSC_1550

Wspominaliśmy dopóki nie skończyły się fajki. A skończyły się rano. I tak za wcześnie.

Sen. Niepewny, ale dobry. Trzy jajka na miekko, każde w innego koloru kokilce z nóżką. Plus nóż. Godzinę je jadłam, trochę ze skorupkami, cześć wyplułam. Cola, cola zero, mleko, rzyga się wtedy żelkami. Tym razem spokojnie żołądkowo. Przytulenie wieloryba rozmażonego na pożegnanie. Movies, dużo movies. Filmy mnie kręcą. Ja kręcę swoje filmy. To ruchomy świat, który nie istnieje bez kamery. Jak nie istnieje pies bez kota. I wszystko jest nieprawdą, a prawdziwe. Zaczęłam od porządnego bollywoodu i „Dil kya kare” z Kayolą, którą uwielbiam, przez Warholowy „Blood for Dracula” dotarłam do nie kończącego się nigdy Monterey Pop Festival 67, gdzie dokonałam nowych odkryć muzycznych znów. To studnia bez dna. Uczę się go wciąż. A na koniec do spania The River Jeana Renoir’a, notabene syna może nie ulubionego, ale impresjonisty własnie. Ten akurat film już widziałam dwa razy wcześniej i chciałam przy nim zanąć, ale nie udało się. Wit B1, wit. B Complex, Rutinoscorbin i sok pomidorowy. Może dożyję do jutra…. chcę bardzo

Jutro. Budzik. Wstaję. Robię co zwykle przed wyjściem do pracy. Wychodzę do pracy. Jestem w pracy. Wracam z pracy. Jestem po pracy. Nie przyszły ciasteczka i czekoladki, bo Mysz (Myszaka, syn) zapomniał kupić, jest dużo gazowanych napojów, nie robią mi dobrze. Piorę Myszem dając wskazówki co i jak.

Pojutrze. Dalej nie jestem w Monachium na targach. Ale za to dzień jak co dzień, Mysz się spóźnia do szkoly, bo stanał zegar i patrzyliśmy przez pół h wciąż na tą samą tarczę jak sowy jedząc śniadanie i nie dotarło. A jak już dotarło zobaczyłam siebie mówiącą przed feriami w szkole „obiecuję, Kordian już więcej nie spóźni się na lekcje, dopilnuję tego”. Wyrzuciłam zły zegar i mówię „to biegnij Lol biegnij, w 20 minut dotrzesz jak się postarasz, nie jedź tramwajem”. Dzwonię za parę minut, „dotarłeś?” Tak, na rynek. – Ale to w drugą stronę,,,,,

A potem zepsuł się telewizor, czyli narzędzie wizualne playstation i mojego kanału TV. Został nam jeden laptop na pół do życia. Dramat. Ale nie kończący się, bo padła też moja komórka.

Na pocieszenie po bardzo chujowym jedzeniu na wynos, jakieś kulki ryżowe, jakiś szwajcar i kapusta zasmażana i to wszystko niedobre i drogie powiedziałam sobie, że nic za to nie robię, zdjęłam poszewki z kołdry i poduszki, owinęłam je kocykiem i pomyślałam, że poleżę tak chwilę i znów eskapicznie puściłam sobie film.

Zanim do niego wrócę chcę przywołać film mojego życia pt Siekierezada i scenę pięknego olśnienia

„położyłem się wieczorem i obudziłem się rano, położyłem się wieczorem i obudziłem się rano, przecież to cud!”

Pomyślałam więc o babci Oleńce, o tym, że jest noc i że może być też ranek, i że zasnę nie niepokojna własnymi kłębkami myśli i zobaczę film. I zobaczyłam „Code Blue”. Pewnie go nigdy nie zobaczycie, jest bardzo wizualny, ale ma m0menty. Ona patrzy przez okno jak dwóch facetów gwałci dziewczynę. Dość brutalnie. Zatykają jej usta pomarańczą, pewnie oglądali Lyncha. Ona patrzy i też patrzy sąsiad, którego ona lubi wąchać w metrzem czy autobusie,. Nic nie robią aby pomóc dziewczynie. Patrzą. Widza też siebie nawzajem, że patrzą. Nazajutrz ona idzie w miejsce czynu znajduje pomaranczę i prezerwatywę wypełnioną spermą. Zabiera ją do domu i wypuszczając z niej nasienie smaruje swoje łono. Wygląda na to, że chce dziecka. To nie o tak, się okazuje wszystko inaczej.

I obudziłam się rano. Butna, wkurwiona i odważna. Jak nigdy. Trzyma mnie do teraz. To cud.

Kawałek na ten czas. Zamiast tego co chcę pokazać, mam ciągle Red Hot Chilli Peppers. Z komunikatem nie do przejścia. Sorry, ale to nieporozumienie.

Krótki tytuł Twojego wpisu może wpłynąć na słabsze wyniki w wyszukiwarkach. Warto zastosować wyrazy opisujące tematykę notki. Są to słowa, za pomocą których sam szukałbyś artykułu. Więcej informacji na: 
http://goo.gl/7ma6X

Aby wyłączyć podpowiedzi, wejdź w Ustawienia ogólne bloga i odznacz okno „Podpowiedzi przy pisaniu”.

Po latach jednak blog.pl się dalej nie sprawdza. Spotkamy się zatem na wordpressie.

 

Ichmwde

Informacja

Jestem podekscytowana. Po krótkim sondażu opinii jest możliwe, że sens ma powrót chipcata. Cóż chipcat to jest już zestarobabrzony, niemniej po kreska kropka kreska w poczuciu potrzeby powrotu w tej postaci właśnie się pojawia tymże pierwszym po latach wielu zapiskiem. I tyle. Nie zapraszam. To nie mój dom.  To informacja.

Myślę w czasie rzeczywistym, że forma pozostanie byle jaka, gramatyka i ortografia również w mojej interpretacji,  kreska kropka kreska, jak wiadomo, raczej nie wnosi nic nowego. Zachowam na pewno na marginesie „Kawałek na ten czas”, pewnie jakieś tłumaczenia, pewnie jakieś grafomańskie bzdety i to co tam było wcześniej. Będzie natomiast  więcej zdjęć i filmów video prywatnych, które są ważniejsze i bardziej obecne niż lata temu w moim życiu, bo po prostu mam teraz narzędzia a wtedy nie .  That’s it!

Zainauguruję drugą edycję chipcata bardzo ważnym utworem poniżej.

Kawałek na ten czas; Song for Budhanton